Nowaki – Zasiadka na przełamanie.

Nowaki, trudna, chimeryczna woda. Nie jednego nauczyła pokory, również mnie! Tym bardziej jadąc tam o tej porze roku nie liczyłem na zbyt wiele. W końcu jest listopad. Po przybyciu, wita nas w miarę ciepła jak na tą porę roku aura, z flałtą na wodzie z lekko przebijającym słońcem. Rezerwację miałem na stanowisku nr.7. Wygodne, można powiedzieć dość ciekawe stanowisko. Jakieś 50-60m od brzegu natrafimy na pierwszy spadek. Miejscowi mówią na to „stara droga. Twardy blat, widoczny uskok oraz kilka sporej wielkości korzenie, to główna charakterystyka tej miejscówki. Jest to tam jedyne miejsce z tak twardym dnem, które udało mi się wysondować. Głębokość w tym miejscu oscyluje około 4m. Miejsce warte położenia zestawu. Dalej robi się głębiej i uwidacznia się większa warstwa mułu. Dalej do granicy stanowiska a więc do środka zbiornika na wysokości mnicha z mułem jest podobnie. Głębokość sięga tam do około 5,5m. Tak w ogóle woda jest bardzo tajemnicza. Myślę, że nie jednego jeszcze zaskoczy.

Pierwsza doba, mija niestety bez pika. Cóż pora roku jest jaka jest. Zestawów nie ruszam i dalej cierpliwie czekam. Wieczorem w drugą dobę, mam delikatne branie opadające. Zestaw położyłem na styku twardego i miękkiego dna. Było to na mniej więcej 4,7m. Znalazłem to miejsce jakieś kilkanaście metrów za pierwszym spadem. Wybiegam i bez zastanowienia delikatnie podnoszę kij. Jest, czuje, jak na drugim końcu wędki, ryba delikatnie kopie. Hol nie był łatwy. Ryba mimo przenikliwie zimnej wody nie zamierzała się podać. Na macie wylądował po około 15 minutach, więc przyjemności i adrenaliny miałem okazji trochę doznać. Przyznam, że jak na takie warunki zabawa była przednia! To właśnie najbardziej lubię w tej wodzie. Nie zależnie od pory roku, kapry zamieszkujące tą wodę, zawsze są silne i waleczne!

Kończymy ten wieczór kolejnym braniem u kolegi i idziemy spać. Ranek wita mnie, kolejnym mizernym braniem. Woda zimna, więc nic mnie nie dziwi. Tym razem hanger przykleja się do sygnałka i delikatnie przesuwa się w kierunku wody. Ryba bierze z najdalej położonego zestawu na głębokości 5,5m. Szybka reakcja i kolejny raz holuje listopadowego karpia. Kolejny raz uświadamiam sobie jak zimna jest woda i kolejny raz nie dowierzam, jak ryba zaciekle walczy pod samym brzegiem. Hol ponownie sprawia mi dużo frajdy! Przecież oto w tym wszystkim chodzi. Prawda?

Kolejny dzień to prawdziwy armagedon! Wieje, że głowę chce urwać. Zaczyna się ostatnia doba zasiadki, która kończy mój, jakże udany dla mnie sezon. Zestawy przewożę późnym popołudniem, kiedy, wiatr trochę odpuszcza a i tak momentami fala mocno „buja” moim modelem. Odczuwalna temperatura powietrza oscylowała w granicach kilku stopni. Nic przyjemnego ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. W końcu nadchodzi wieczór i przychodzi czas na sen. Kładę się i ledwo co, tak uczyniłem, słyszę na mojej centralce pik, zaraz drugi, przy trzecim buty miałem już na nogach a przy piątym byłem już przy kiju. Zacinam i kolejny raz czuje ciężar na drugim końcu mojego zestawu. Podczas holu, czuje, jak żyłka o coś ociera. Zatopionych korzeni nie brakuje. Jest też sporo utraconych markerów .Widać je nie raz na ekranie echosondy. Hol z początku był ciężki. Był mocno nie naturalny. Ewidentnie żyłka o coś ocierała. Blokowała, jakbym żyłkę ocierał właśnie o marker. W końcu puściło i rybę mogłem normalnie holować. Szybko trafia do podbieraka a później na matę. Sam fakt, że w takich warunkach o tej porze roku, mam 2 worki w wodzie, może tylko cieszyć.

Zanętę jaką użyłem to pokruszone kulki o smaku kaligula zmieszane z owocowym pelecikiem 4mm. Wszystko w PVA. Do tego sypałem około 10 kulek luzem. Kończymy tą zasiadkę, szczęśliwi, ciesząc się, że w tak zimnej wodzie, mieliśmy przyjemność wyholowania kilku listopadowych karpi. Sezon oficjalnie zakończony! Teraz nadszedł czas na podsumowanie minionego sezonu.
Powodzenia i do zobaczenia nad wodą…